niedziela, 11 stycznia 2015

teraz


I to działa tak: wstajesz rano, wiesz, że ten dzień musisz spędzić na redagowanie materiału oraz nauczenie się go, najlepiej zacząć od razu to będzie mniejszy szok dla mózgu, gdy nagle… WENA! Tak! Narysuję komiks o tym, jak powinnam się teraz uczyć! Tak, to dobry czas na to.

Ile bym dała, żeby zamiast uczyć się na 10 egzaminów i pisać 10 prac - rysować. Przy takim armageddonie sesyjnym znowu mam myśli by rzucić to w cholerę.

A tymczasem mam prośbę do Was, czytelnicy, byście wspomogli studentkę socjologii z Poznania, która pisze magisterkę na zacny temat komiksów internetowych w Polsce! Odpowiedzcie proszę na parę pytań w ankiecie, skoro już się błąkacie z nudów po internetach :)  http://moje-ankiety.pl/respond-72110.html

środa, 31 grudnia 2014

New Year


Ostatniego dnia roku wstawiam grafikę nie kredki, taka nowość!

Wszyscy robią podsumowania roku, wow, uszanowanko, czego to się nie przeżyło. Ale co ja będę wam truć. Cieszę się jak cholera, że ten rok dobiega końca. W zeszłego Sylwestra nie miałam żadnych ważnych postanowień, niczego od następnego roku nie oczekiwałam i też nic nie dostałam. Więcej straciłam (włosy, znajomych, kota) niż zyskałam (kilogramy, kota), jedni do przodu inni do tyłu... Ważne, żeby się nie porównywać do innych. I samemu dłubać. Dłubmy srogo w nowym roku, aż coś wydłubiemy.


I nie strzelajcie petardami, czyjeś zagubione koty mogą się bać.

piątek, 26 grudnia 2014

Marihuystmas



Może już po fakcie, już po świętach – chętnie bym wstawiła wcześniej posta, ale nie miałam do tego głowy. Nie, żadne zakupowe szaleństwo. Żadnego gotowania całymi dniami. Jak większość społeczeństwa w dzisiejszych czasach święta to dla mnie po prostu kilka dni wolnych i tyle.

Życzenia „Wesołych Świąt!” uważam za bardzo konwencjonalne i takie mało od serca. Wesołych, spokojnych… Człowiek mógłby to odebrać jako dosranie biorąc pod uwagę realia – sąsiedzi na klatce obok chleją, awanturują się, a tobie wcale nie jest wesoło gdy tracisz w Wigilię kogoś ważnego.

Koty dzielą się na te zaradne i niezaradne. Te pierwsze zawsze znajdą drogę powrotną do domu; te drugie nigdy jej nie odnajdują i stają się dzikimi kotami. Jednak wolę wierzyć, że ktoś sobie po prostu przygarnął mojego pięknego kota i będzie miał równie dobrze, co u mnie. Takie tylko znajduję wytłumaczenie dlaczego jeszcze nie znalazłam Maru, mimo spędzenia całych świąt na wielogodzinnym szukaniu jej po okolicy.

„To tylko kot” wiele ludzi mawia. Ale dla kogoś, kto jest aspołeczny i potrafi bardziej uczuciami obdarzyć zwierzaka niż człowieka, taki kot może być dla kogoś cenny jak członek rodziny.


Już się wypłakałam, nie tracę nadziei, ChiChi pomaga mi szukać, życie jest chujowe i tak dalej. Wesołego powracania do życia.