Może już po fakcie, już po świętach – chętnie bym wstawiła
wcześniej posta, ale nie miałam do tego głowy. Nie, żadne zakupowe szaleństwo.
Żadnego gotowania całymi dniami. Jak większość społeczeństwa w dzisiejszych
czasach święta to dla mnie po prostu kilka dni wolnych i tyle.
Życzenia „Wesołych Świąt!” uważam za bardzo konwencjonalne i
takie mało od serca. Wesołych, spokojnych… Człowiek mógłby to odebrać jako
dosranie biorąc pod uwagę realia – sąsiedzi na klatce obok chleją, awanturują
się, a tobie wcale nie jest wesoło gdy tracisz w Wigilię kogoś ważnego.
Koty dzielą się na te zaradne i niezaradne. Te pierwsze
zawsze znajdą drogę powrotną do domu; te drugie nigdy jej nie odnajdują i stają
się dzikimi kotami. Jednak wolę wierzyć, że ktoś sobie po prostu przygarnął
mojego pięknego kota i będzie miał równie dobrze, co u mnie. Takie tylko
znajduję wytłumaczenie dlaczego jeszcze nie znalazłam Maru, mimo spędzenia
całych świąt na wielogodzinnym szukaniu jej po okolicy.
„To tylko kot” wiele ludzi mawia. Ale dla kogoś, kto jest
aspołeczny i potrafi bardziej uczuciami obdarzyć zwierzaka niż człowieka, taki
kot może być dla kogoś cenny jak członek rodziny.
Już się wypłakałam, nie tracę nadziei, ChiChi pomaga mi
szukać, życie jest chujowe i tak dalej. Wesołego powracania do życia.